anna Chrzanowska Ego vobis vos mihi
Strona główna
o.P.Rostworowski
Bliscy i przyjaciele o ojcu Piotrze
Anegdoty
Myśli wyszukane
Książki i artykuły
Galeria
Kontakt

Ul. Jabłonowskich. Staruszka z nowotworem mózgu, z raną ogromną, sięgającą brwi. Nieopisanie brudna, z odleżyną. Opieka domowa córki, psychopatki, pracującej 8 godzin dziennie poza domem. Druga córka, schizofreniczka, sama wymagająca opieki, której nie ma. Paznokcie chorej tak długie i grube, że słychać stuk o podłogę, kiedy je obcinamy. Przy obracaniu na bok, wyje i szczypie. Córka, ta przytomniejsza, wyraża obawę: "czy się mamie aby co nie zalęgło w głowie?" Zalęgło się istotnie: wszy sypią się jak piasek i roją się w ranie pod warstwą brudu i maści.(...)

To fragment zapisków Hanny Chrzanowskiej, córki prof. Ignacego Chrzanowskiego, zasłużonej pielęgniarki, instruktorki pielęgniarstwa domowego w krakowskiej szkole pielęgniarek, która przez długie lata opiekowała się obłożnie chorymi w domach i organizowała dla nich pomoc, co na owe czasy było zupełnie niebywałe. Sytuacja chroników w powojennej Polsce była bowiem rzeczywiście bardzo trudna. Nie istniała żadna zorganizowana opieka, nie było wtedy jeszcze ani pielęgniarek środowiskowych, ani opiekunek społecznych i sióstr PCK – ta praca zaczęła się dopiero w połowie lat 60. XX wieku. Mnóstwo ludzi biednych, chorych, zaniedbanych, kalek i inwalidów, ofiar wojny i przesiedleńców wiodło nędzny żywot, czasem w przerażających warunkach. Zamknięci w swoich domach, z dala od normalnego życia, samotni, zapomniani lub będący powodem wstydu dla rodziny. Nikomu niepotrzebni.

Hannie Chrzanowskiej najbardziej zależało na tym, by być przy chorym. To jest właśnie istotą powołania pielęgniarskiego - towarzyszenie cierpiącemu i pomoc - pościelenie łóżka, podanie basenu, umycie go, natarcie i naklepanie, by nie miał odleżyn. Pielęgniarka powinna być osobą bliską – siostrą - przecież tak dawniej mówiono i to oddawało istotę tej więzi pacjenta z pielęgniarką. I to może było najbardziej odczuwalne właśnie w pielęgnowaniu chronicznie chorych w domach. Najbardziej codzienna i najmniej efektowna praca przy łóżku chorego nie była dla Chrzanowskiej żadnym poświęceniem ani wyrzeczeniem. To było szczęście i spełnienie nawet, gdy niektóre sytuacje mogły być przerażające. Bo miała w sobie ducha służby i ofiarności: nie można bać się cierpienia, nie można bać się śmierci, jest się po to, by pomóc.

I ta radość była. Jednak z dnia na dzień wzrastała ilość chorych, samotnych, opuszczonych w domach, którzy potrzebowali pomocy. Odmówić chorym nie sposób, przyjąć ich pod opiekę nie sposób - trudno było znaleźć wyjście z sytuacji. W chwili, gdy brakowało już sił, pojawił się ksiądz Karol Wojtyła. Był rok 1957.

Rozmowa była krótka – wspominała Hanna Chrzanowska - We mnie się paliło: musisz dopomóc! Słuchał z tym swoim dowcipnym uśmiechem, jakby lekko drwiącym. Nie wiedziałam jeszcze, że mam przed sobą najwspanialszego słuchacza wszelkich spraw.

Z czasem praca stawała się coraz bardziej zróżnicowana. To nie była już tylko pielęgnacja chronicznie chorego, ale nawiązanie z nim kontaktu, pocieszenie, zainteresowanie tą osobą kogoś zdrowego, młodego. Przecież tyle było takich zupełnie zabiedzonych, chorych, niepełnosprawnych, młodych ludzi, którzy się niczego po życiu nie spodziewali, a kiedy przyszli do nich studenci, to odżywali, nawiązywali ze sobą kontakty, mogli pojechać do teatru czy kina, na nowo zaczynali uczyć się, niektórzy nawet studiować. Odkrywali, że są ważni i potrzebni, a także dostrzeżeni i dowartościowani . To była także wielka ulga dla rodziny, która znajdowała nie tylko wsparcie w osobie odwiedzającej chorego, ale także miała odrobinę czasu dla siebie, chwilę wytchnienia.

W 1964 roku, w Domu Rekolekcyjnym Księży Salwatorianów w Trzebini, rozpoczęły się pierwsze w Polsce rekolekcje wyjazdowe dla chorych. Udało się coś, co wówczas, w tamtych warunkach, zdawało się czymś niemożliwym – obłożnie chorzy mogli opuścić swoje domy, wyjechać na kilka dni, odetchnąć świeżym powietrzem, razem modlić się i śmiać, nawiązywać przyjaźnie, poczuć się normalnie. Początkowo oprócz ciągłej opieki pielęgniarskiej, było tylko dwóch, trzech znajomych studentów, którzy towarzyszyli chorym. W roku 1968 już 25, a później istne tłumy. Dochodziło do dwustu i więcej pomocników, a fama głosiła, że "Trzebiniacy" nie oblewają egzaminów, a była to właśnie ich pora: maj - czerwiec.

Arcybiskup, a od 1967 roku kardynał Karol Wojtyła często odwiedzał rekolekcje w Trzebini. Znajdował czas na rozmowę, modlitwę, śpiew, wspólne bycie razem. Ogromnie cenił pracę i wysiłek Hanny Chrzanowskiej i wspierał jej różne inicjatywy widząc w nich dobro chorego. Z jego inicjatywy, w 1965 roku, pani Hanna otrzymała od Ojca Świętego Pawła VI krzyż "Pro Pro Ecclesia et Pontifice” (Za Kościół i Papieża) – w dowód uznania dla postawy moralnej i zaangażowania w pracę na rzecz dobra wspólnego. A podczas pogrzebu Hanny Chrzanowskiej na Cmentarzu Rakowickim w 1973 roku kardynał Wojtyła powiedział: „Dziękujemy Bogu za to, że byłaś wśród nas taka, jaka byłaś, z tą Twoją wielką prostotą, z tym wewnętrznym spokojem, a zarazem z tym wewnętrznym żarem, że byłaś wśród nas jakimś wcieleniem Chrystusowych błogosławieństw z Kazania na Górze, zwłaszcza tego, które mówi: "błogosławieni miłosierni". Że byłaś jakąś zapowiedzią tych ostatnich słów, które usłyszymy wszyscy – Ty je już słyszałaś, chyba szczególnie w tych ostatnich słowach uwydatnił Pan Jezus to: „Byłem chory, a zaopiekowaliście się mną”. Byłem chory naprzód w różnych klinikach i szpitalach Krakowa; byłem chory w różnych domach, na poddaszach, w suterynach, byłem chory i często całymi tygodniami zapomniany od ludzi – znalazłaś mnie albo sama, albo przez Twoje siostry, zaopiekowałaś się mną...

I dodał: „Byłaś dla mnie ogromną pomocą i oparciem”

W 1998 roku rozpoczął się proces beatyfikacyjny Hanny Chrzanowskiej.

Copyright by Marzena i Marek Florkowscy Żaden fragment powyższego tekstu nie może być kopiowany ani przedrukowywany bez pisemnej zgody autorów

  Strona główna | O.Piotr Rostworowski | Kalendarium życia | Bliscy i przyjaciele o ojcu Piotrze |
Anegdoty | Myśli wyszukane | Galeria | Książki i artykuły | Kontakt
   
 PRYWATNA STRONA MARZENY I MARKA FLORKOWSKICH
   

www.kameduli.info

Copyright 2017 MMF. Żaden fragment tekstu/zdjęć prezentowanych na tej stronie
nie może być
wykorzystany, ani reprodukowany bez pisemnej zgody.

Wykonanie i obsługa: © Verbanet,MMF 2017